Recenzja filmu „Smak zemsty. Peppermint”

W Hollywood ostatnio wraca moda na brutalne i bezkompromisowe kino zemsty. Świeżość gatunkowi przywrócił chociażby widowiskowy John Wick, ale równie śmiało co Keanu Reeves tyłki kopią również kobiety, żeby przywołać chociażby Atomic Blonde. Teraz z kolei na ekrany kin wkroczyła z podniesioną głową Jennifer Garner w filmie Smak zemsty. Peppermint.

Bohaterką produkcji jest Riley North, która zapada w śpiączkę po tym, jak brutalnie zaatakowano jej rodzinę, zabijając męża i córkę. Gdy kobieta dochodzi do siebie, szybko przekonuje się, że system sprawiedliwości nie działa jak należy. Postanawia więc wziąć sprawy w swoje ręce. Znacie to? No pewnie. Nasza bohaterka zaczyna więc morderczy trening, by po latach, niczym marvelowy Punisher (Garner grała inną bohaterkę Marvela – Elektrę) wybić wszystkich, którzy maczali palce w śmierci jej rodziny.

Skoro więc doskonale wiemy jak ten film się potoczy, bo oglądaliśmy tę fabułę milion razy, pozostaje mieć nadzieję, że chociaż otrzymamy trzymające w napięciu i pełne przemocy widowisko. Tymczasem samej akcji jest tu niestety jak na lekarstwo, zamiast tego sztampa i schemat. Żadnej próby zabawy konwencją, dialogi i poszczególne sceny rodem z najgorszych przykładów kina klasy B lat 80.




Zaskakuje bardzo łopatologicznie podawany polityczny wymiar produkcji, co tym bardziej dziwi że amerykańscy twórcy próbują tak skrajnie i jednostronnie pokazywać świat. W ostatniej Nocy oczyszczenia narzekałem na antytrumpowe przesłanie ukazujące złych białych ludzi, krzywdzących biedne mniejszości. Tu z kolei jakby na odwrót – reżyser bezrefleksyjnie i zupełnie stereotypowo ukazuje Latynosów, jako bestialskich dilerów i morderców.

Fatalnie wypada Jennifer Garner, która właściwie z jedną miną przyjmuje cierpienie i sama je zadaje. Jeśli jej kibicujemy, to tylko dlatego że wiemy co jej się przytrafiło, sama nie ma bowiem ani charakteru, ani siły przekonania. Trudno uwierzyć w jej niesamowitą wręcz przemianę od kury domowej do nieustraszonej mścicielki.

Pierre Morel, który przed laty dał nam zapierającą dech 13 dzielnicę, teraz realizuje leniwie napisany i równie nijako wyreżyserowany Smak zemsty, kino nudne, sztampowe, nieumiejące wykorzystać potencjału kobiecej bohaterki, zanurzone w stereotypach. Takie filmy powinny od razu trafiać na DVD.

MOJA OCENA:
1/10

Smak zemsty. Peppermint
Reżyseria: Pierre Morel
Scenariusz: Chad St. John
Obsada: Jennifer Garner, John Gallagher Jr., John Ortiz
Muzyka: Simon Franglen
Zdjęcia: David Lanzenberg
Gatunek: Thriller, Akcja
Kraj: USA
Rok produkcji: 2018
Data polskiej premiery: 14 września 2018

 

 

 

CHCESZ WIĘCEJ CIEKAWYCH RECENZJI FILMÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Filmowy malkontent. W kinie docenia wyrazisty styl. Uwielbia kino Tima Burtona, Guillermo del Toro czy Wesa Andersona.