Recenzja filmu „Nigdy cię tu nie było”

Standardowe hollywoodzkie występy u Allena, w Imigrantce czy biblijnej Marii Magdalenie, Joaquin Phoenix przeplata prawdziwymi petardami, a to u Andersona wyzwalając siebie nieokrzesaną bestię (Mistrz, 2012), a to zachwycając ukazaniem ludzkiej samotności i potrzeby miłości w Ona (2013). Kolejną taką aktorską bombą jest występ u Brytyjki Lynne Ramsay, twórczyni kontrowersyjnego Musimy porozmawiać o Kevinie. Artystka zaprezentowała w ubiegłym roku w Cannes swój najnowszy film Nigdy cię tu nie było, który nagrodzony został dwiema Złotymi Palmami za scenariusz i właśnie za rolę Phoenixa. Teraz produkcja weszła na ekrany polskich kin.

Aktor wciela się tu w postać mrukliwego najemnika, Joego, wynajmowanego by pobrudzić sobie ręce, gdy policja zawodzi. To samotnik mieszkający z matką, każdego dnia zjadany przez demony własnej przeszłości. Wolne chwile poświęca na podduszanie się za pomocą plastikowej torby.




Ramsay ukazuje nam zaledwie skrawki jego przeszłości, ale wystarczające by określić raka toczącego bohatera, począwszy od traumatycznego dzieciństwa z terroryzującym ojcem, a na widoku martwych imigrantek poupychanych w furgonetce skończywszy. Były żołnierz i agent FBI teraz jest zaledwie cieniem człowieka.

Tymczasem Joe otrzymuje zlecenie. Ma odbić córkę senatora z rąk ludzi, którzy uczynili z niej seks-zabawkę. Reżyserka bawi się tu konwencją, z jednej strony realizując klasyczny kryminał noir, zapożyczając motywy od klasyków pokroju Taksówkarza czy Leona Zawodowca, z drugiej – prowadzi historię na własnych warunkach, snując odwołania do Lyncha poprzez mieszanie jawy i snu, skupiając się na bohaterze i jego demonach. Tak więc szybko okazuje się że nie historia jest tu najważniejsza.

To film jednego aktora, ale Phoenix daje tutaj kapitalny występ. Krótka i prosta opowieść jest zaledwie pretekstem dla próby ukazania człowieka na skraju autodestrukcji. Ponury wyraz twarzy, masywne ale przygarbione ciało, pustka w oku. Melancholia Phoenixa jest tu do bólu przejmująca. Tym mocniej jeszcze działają momenty, w których nawet ten zupełnie już wyschnięty człowiek rozpada się na kawałki, widząc kolejną dawkę zła.

Nigdy cię tu nie było ogląda się przede wszystkim dla Joaquina Phoenixa. To diabelnie przejmująca opowieść o poszukiwaniu odkupienia. Ramsay nie oddaje w nasze ręce nic, czego jeszcze nie mieliśmy okazji oglądać, jej film jest prosty i fabularnie wyraźnie ograniczony, natomiast mocno angażuje na poziomie emocjonalnym, a to właśnie za sprawą aktora, który na przestrzeni filmu buduje kolejne warstwy psychologiczne swojego bohatera. Warto zobaczyć ten popis.

MOJA OCENA:
6/10

Nigdy cię tu nie było
Reżyseria: Lynne Ramsay
Scenariusz: Lynne Ramsay
Obsada: Joaquin Phoenix, Judith Roberts, Ekaterina Samsonov
Muzyka: Jonny Greenwood
Zdjęcia: Thomas Townend
Gatunek: Dramat, Thriller
Kraj: Francja, USA, Wielka Brytania
Rok produkcji: 2017
Data polskiej premiery: 13 kwietnia 2018

 

 

 

CHCESZ WIĘCEJ CIEKAWYCH RECENZJI FILMÓW? POLUB TĘ STRONĘ:

 

Damian Drabik Administrator
Rocznik 1992. Z wykształcenia historyk sztuki i kulturoznawca, z zamiłowania pożeracz filmów, książek i szeroko pojętej popkultury.