Recenzja Strażników Galaktyki 2

Zważywszy na ogólnie bardzo ciepłe przyjęcie drugiej części Strażników Galaktyki na całym świecie, zaczynam odnosić wrażenie, że nasze wymagania względem kina stają się coraz mniejsze. Sukces filmu z 2014 sprawił, że jego reżyser James Gunn, osiadł nieco na laurach. Druga odsłona jego hitu to nadal świetna, niezobowiązująca rozrywka w sam raz na majowe popołudnie, ale bez wątpienia kosztowała go mniej wysiłku i pomysłowości. Ot, wrzucił naszych bohaterów do jednego worka, dodał kilka gwiazd, wymieszał i niech się dzieje!

Już pierwsza scena pokazuje, w jakim kierunku druga odsłona Strażników będzie zmierzać. Nasi ulubieni bohaterowie niemal natychmiast wrzuceni są w wir akcji, muszą bowiem zmierzyć się z gigantycznym krakenopodobnym stworem. Eksplozje, kolory, lasery, rewelacyjna muzyka z „Awesome Mix vol. 2”, słowem – feeria barw i masa wygłupów, z tym że niemal cały pojedynek widzimy… z perspektywy tańczącego małego Groota.

Nie, żeby coś nie tak było z małym Grootem. Prawda jest taka, że podporządkowuje sobie cały film i zakochają się w nim wszyscy widzowie; trudno orzec kogo bardziej zauroczy: dzieci czy dorosłych. Niemniej odnosi się wrażenie, że tym razem Marvel celuje w naprawdę młody target, choć zaskoczyć może przemycone przekleństwo (nie wiem czy również w dubbingu) oraz fakt, że trup w sumie też ściele się tu gęsto. Bezkrwawo, rzecz jasna.

Scenariusz Strażników Galaktyki 2 skupia się na relacji Petera Quilla do poznanego właśnie prawdziwego ojca. Okazuje się, że jest nim grany przez Kurta Russella potężny półbóg Ego. Niespodziewanie dla widza nastawionego na akcję, przez ponad pół filmu niewiele będzie się w nim działo. Oto Quill, Gamora i Drax wyruszą z Ego na jego planetę i będą sobie rozkosznie rozmawiać. Całość oczywiście opiera się na niewybrednych żartach i znakomitych dialogach, ale na akcję przyjdzie nam poczekać.

Szybko zdamy sobie sprawę, że po raz kolejny film Marvela pozbawiony jest również wyrazistego łotra. Oczywiście w drugiej połowie produkcji sytuacja się zmieni, pojawi się antagonista z zamiarem przejęcia władzy nad innymi światami, a nasi bohaterowie będą musieli go powstrzymać. Wymuszone to jednak jak diabli, a przy tym mimo wszystko szalenie widowiskowe, przezabawne i angażujące.

Siłą produkcji oczywiście są bohaterowie. Wspomniałem już o Baby Groocie, który skradnie wasze serca, ale tu każdy dostaje swoje pięć minut. Pokochacie nawet Yondu i Nebulę, Gunn wydobywa z ich serc jeszcze więcej dobra niż próbował to zrobić Ayer z ekipą Legionu Samobójców. Nie ma tu miejsca na zawahanie, od teraz, podobnie jak w kolejnych odsłonach Szybkich i Wściekłych, będziemy w każdej kryzysowej sytuacji słyszeli: „jesteśmy rodziną!”.

Największą frajdę w trakcie seansu dostarcza wyłapywanie smaczków: wszelkich mrugnięć okiem, przemycania treści, odwołań do innych kultowych produkcji, nawiązań do popkultury, cameo. Tych jest tak wiele, że za pierwszym seansem trudno je wszystkie ogarnąć. Począwszy standardowo od Stana Lee, przez Kaczora Howarda po występ Sylvestra Stallone’a. A zobaczycie kogo znajdziecie w scenach po napisach! Tak, „scenach”, bo tych jest aż pięć.

Strażnicy Galaktyki vol. 2 to rozrywka w najczystszej postaci, typowy blockbuster, którego jedynym celem jest zarobienie dużej ilości pieniędzy. Nawet jeśli chodzi o dostarczenie widzowi zabawy, to jest to cel drugorzędny, do którego dochodzi się poprzez sprawdzone przepisy, znane schematy i podkręcanie działających elementów. Jeśli Gunn wprowadził świeżość do uniwersum swoim pierwszym filmem, to tym razem jedynie ostrożnie powtórzył swój wyczyn. Schemat jednak działa, zabawa jest przednia a dowcipy niewybredne. Uśmiech na twarzy gwarantowany.

Reżyseria: James Gunn
Scenariusz: James Gunn
Obsada: Chris Pratt, Zoe Saldana, Dave Bautista, Vin Diesel, Bradley Cooper, Michael Rooker, Kurt Russell, Karen Gillan i inni
Muzyka: Tyler Bates
Zdjęcia: Henry Braham
Gatunek: Sci-fi
Kraj: USA
Rok produkcji: 2017
Data polskiej premiery: 5 maja 2017

 

 

 

Damian Drabik Administrator
Rocznik 1992. Z wykształcenia historyk sztuki i kulturoznawca, z zamiłowania pożeracz filmów, książek i szeroko pojętej popkultury.